Zupa na Głównym

W czasach, gdy codziennie stykamy się z całą masą złej energii i smutku, co tydzień w sobotę na poznańskim dworcu spotkacie grupę ludzi, która z dobra serca pomaga innym. Zapraszamy do rozmowy z Wiolą Bogusz, jedną z założycielek inicjatywy „Zupa na Głównym”.

To już ponad rok funkcjonowania „Zupy na Głównym”. Jak się czujecie po tym roku?

Jesteśmy bardziej świadomi, mądrzejsi o doświadczenia i bardziej pewni, że nasze działania mają sens. Zaczynając rok temu nie wiedzieliśmy czy poznaniacy są gotowi na takie działania, czy w przestrzeni miejskiej da się stworzyć takie miejsce, które nie będzie kolejną jadłodajnią, do której wchodzisz, jesz i wychodzisz.

Nie jesteście zwykłą jadłodajną, Waszym celem jest przede wszystkim włączanie ludzi samotnych, ubogich, żyjących gdzieś obok nas. 

Budowanie relacji z osobami ubogimi i w kryzysie bezdomności, które często się wstydzą, że są zmuszone korzystać z takiej formy pomocy jest trudne. Nie oceniamy, nie pouczamy, nie wpasowujemy w żadne utarte ramy i pewnie dlatego coraz więcej osób zostaje po posiłku, żeby porozmawiać i opowiedzieć, co się w ich życiu dzieje lub co się wydarzyło, że są teraz w tym miejscu.

Wróćmy jednak do początku. Wiele osób wie, że w naszym mieście żyją ludzie bezdomni, potrzebujący, ale niewielu z nas jest w stanie podjąć tak regularną pomoc. Co sprawiło, że podjęliście takie wyzwanie?

Każdy  musi sobie zadać pytanie „dlaczego chcesz to robić?” . Na przykład ja usłyszałam pierwszy raz to pytanie od siostry Małgorzaty Chmielewskiej, która jest dla mnie wielkim autorytetem i ma wiele doświadczenia w pomaganiu osobom bezdomnym i ubogim. Jeżeli będziesz to robić dla lansu, dla wypromowania siebie, dla poklasku, dla znajomych, którzy powiedzą, że jesteś cudowny, bo oni by nie dali rady, to… bardzo szybko znajdziesz powód, dla którego nie warto pomagać, ponieważ pomoc takim osobom jest niełatwa.

Dlaczego? 

To jest trudna praca – zwłaszcza nad sobą.  Staramy się dać naszym Zupowym Przyjaciołom przez cały rok w każdą sobotę, a jeżeli jest potrzeba to także w tygodniu, poczucie, że są ważni, że można przyjść i jak w rodzinie –  poprosić o pomoc. Wyznaczamy też granice, staramy się pomagać mądrze, wymagamy, żeby dali coś od siebie  i nigdy nie dajemy pieniędzy! Szukamy tego jednego na stu, który będzie gotowy zawalczyć o siebie i zmienić swoje życie. My pomożemy, ale decyzja i prośba o pomoc musi wyjść od niego.

Czyli Wasza zupa nie tylko pomaga w walce z głodem?

Jak się zaspokoi podstawowe potrzeby, to wtedy jest czas na zastanowienie się nad innymi sprawami. Zupa na Głównym to nie tylko zupa. To także domowe ciasto, kawa, herbata, kanapka na drogę lub dla przyjaciela, który nie mógł przyjść. To czyste rzeczy, kosmetyki, opatrunki, uśmiechy i trudne rozmowy.  Wszystko w jednym miejscu. Zaczynaliśmy pod szyldem „Poznań Główny”, aż nastąpił taki czas, kiedy zostaliśmy poproszeni o opuszczenie Dworca marki Premium. Był strach, bezradność, łzy i pytanie – co dalej? Jesteśmy niezmiernie wdzięczni, że wtedy pochylił się nad nami radny Tomasz Wierzbicki i prezydent Maciej Wudarski. Dzięki ogromnej życzliwości ZTM i MPK możemy być zupełnie niedaleko, na terenie miejskim, na  przystanku tramwajowym Dworzec Zachodni. Nazwa została, ale miejsce spotkań jest inne.

Ile osób korzysta z Waszej inicjatywy? Czy są to osoby, które przychodzą do Was regularnie?

Bardzo trudno jest przewidzieć ile osób przyjdzie. Jeszcze nie znaleźliśmy algorytmu, który to wyliczy. Każda Zupa jest inna. Nie mamy gotowego scenariusza i zaproszonych gości. Zazwyczaj jest około 100 osób, czasami więcej, czasami mniej. Większość to osoby, które pojawiają się regularnie.

Zawiązały się może już jakieś znajomości?

Większość naszych Zupowych Przyjaciół znamy po imieniu. Znamy historie niektórych z nich. Wiemy jakie mają problemy, gdzie mieszkają, jak sobie radzą. Nigdy nie ingerujemy w ich życie, bo to ich życie i mogą je przeżyć jak chcą – takiej postawy trzeba się nauczyć i nie jest to łatwe, ale jeżeli ktoś z nich przyjdzie i poprosi o pomoc lub powie „pomóż mi”, to ma pewność, że nie zostanie sam i zrobimy wszystko co w naszej mocy, ale pewnych spraw nie załatwimy za niego. To on musi chcieć bardziej niż my.

Skala inicjatywy sprawiła, że postanowiliście szukać lokalu do przygotowywania posiłków. Na jakim etapie jesteście przy jego przygotowywaniu? 

Wynajęty lokal od ZKZL-u , w którym ma być siedziba Stowarzyszenia, magazyn odzieży i kuchnia, w której wspólnie będziemy przygotowywać posiłki, jest już na ukończeniu. Mamy nadzieję, że zakończenie prac związanych z koniecznym remontem nastąpi w najbliższych dwóch tygodniach.  Po czterech miesiącach pracy będzie koniec. Niestety okazało się, że właściwie wszystko musimy zrobić od podstaw. Podłogi, ściany, sufity, instalację elektryczną. Ogromne wyzwanie dla młodego stowarzyszenia, które nie ma żadnego dofinansowania i nie prowadzi działalności gospodarczej.

A mimo to udało się.

Wsparło nas wielu poznaniaków wpłacając pieniądze na nasze konto i  na zbiórkach. Usłyszeliśmy wiele słów troski i czuliśmy ogromne wsparcie. Na remont wydaliśmy, na teraz, ponad 20 tysięcy złotych i ani jeden grosz nie był z pieniędzy publicznych. To były pieniądze od dobrych ludzi, którzy nam uwierzyli i dali wielki kredyt zaufania. Bardzo za to dziękujemy!  Zrobimy wszystko, żeby nie czuli się zawiedzeni, ale dumni, że są częścią  naszej Zupowej Rodziny. Muszę wspomnieć o kimś jeszcze, o naszych Zupowych Przyjaciołach, którzy  od rana do wieczora przez 7 dni w tygodniu pracują na Przemysłowej. Jest to bardzo wzruszające, że jesteśmy dla nich ważni i chcą nam pomagać. Bez nich nie dalibyśmy rady. Ich zaangażowanie za słowo „dziękuję” jest ogromne.

Czy szukacie wolontariuszy? Jak można Wam pomóc? 

Wolontariuszem może zostać każdy i każdy może się zaangażować na miarę swoich możliwości w sposób, który będzie mu odpowiadał. Zdajemy sobie sprawę, że nie każdy będzie gotowy przyjść na zupowe spotkanie i być z potrzebującymi, ale można przyjść i ugotować z nami posiłek,  upiec ciasto, zrobić zbiórkę żywności, ubrań, materiałów opatrunkowych, kosmetyków,  segregować rzeczy, zrobić kanapki, ozdobić torebki na kanapki, zaangażować się w nasze akcje, które co jakiś czas ogłaszamy na naszym FB, wpłacić pieniądze, żeby nigdy nie zabrakło zupy. Wszelkie własne inicjatywy mile widziane.

Jak można się z Wami skontaktować?

Zapraszamy na nasz profil facebookowy.  Tam na bieżąco informujemy, co się u nas dzieje i w jaki sposób można się zaangażować. Dziękujemy wszystkim za ten rok. Za empatię, tolerancję i życzliwość. Bez tego Zupa nie mogłaby istnieć. Bez wsparcia poznaniaków (i nie tylko) nie ugotowalibyśmy ani litra zupy.


Rozmawiał: Paweł Głogowski

Zdjęcia: Wojciech Owczarzak


INSTAGRAM
OBRAZY POZNANIA