Zoffee

Zoffee znajduje się zaraz obok Parku Sołackiego. Twoja kawiarnia jest jednym z nielicznych punktów gastronomicznych w tej części Poznania. Co przyciągnęło Cię w tamte tereny?

Nie od dziś wiadomo, że Sołacz to jedna z najpiękniejszych (moim zdaniem najpiękniejsza) dzielnic Poznania. Mieszkam tu od urodzenia i zawsze brakowało mi tutaj małej kawiarni z dobrą kawą, która będzie miejscem dla mieszkańców Sołacza. Miejsce,w którym sąsiedzi mogą się spotkać, porozmawiać, poznać. Takie małe centrum dowodzenia. A że nikt nic nie otwierał, to wzięliśmy z Marcinem, moim mężem, sprawy w swoje ręce.

Założyliście Zoffee z potrzeby miejsca, którego na Sołaczu dotychczas nie było?

Nie chciałabym, aby to zabrzmiało jak typowe „rzuciła korpo i otworzyła kawiarnię”, ale od zawsze czułam, że nie nadaję się do pracy w biurze i chciałam spróbować czegoś swojego. I choć praca na etacie często jest łatwiejsza i wygodniejsza, to jednak postanowiłam po prostu spróbować. Czułam, że to dobry pomysł. Kiedy okazało się, że mały sklepik spożywczy na ulicy Wołyńskiej się zamknął i lokal jest do wynajęcia, zaczęliśmy działać.

No właśnie, wielu osobom wydaje się, że prowadzenie kawiarni to bułka z masłem. To jednak ciężka codzienna praca. Jakie rady dałabyś osobom, które chcą otworzyć swój własny lokal?

Śmieję się, bo jeszcze rok temu i ja trochę inaczej to sobie wyobrażałam – codziennie rano, spokojne rozstawianie stoliczków, miła muzyka i piękny zapach kawy. Owszem, tak jest, ale jest też mnóstwo stresu, zadań i faktycznie ciężkiej pracy. Godziny otwarcia kawiarni to jedno, ale godziny przepracowane przed otwarciem, lub po zamknięciu to kolejny temat.

Masz jakieś przyziemne rady dla gastro-marzycieli?

Osobom, które chciałyby otworzyć własny lokal polecam zastanowić się dwa razy i rozpisać sobie listę plusów i minusów. Trzeba pamiętać o tym, że własny biznes, to tak naprawdę praca 24/7 i to naprawdę tak jest. Śmieję się, że zawsze jest coś do zrobienia, nawet jak lokal jest zamknięty. Poza tym gastronomia rządzi się swoimi prawami – pracuje się w weekendy, święta itd. Trzeba się zastanowić, czy jest się na to gotowym.

Twoją wielką pasją jest bieganie. Założyłaś z Magdą bardzo popularną inicjatywę Kobiety Biegają, która zachęca panie do uprawiania sportu. Czy po przebiegnięciu wielu maratonów otwarcie własnego biznesu staje się czymś łatwym, czy jednak są to dwa światy? 

Przebiegnięcie maratonu, a prowadzenie własnego biznesu, to moim zdaniem dwie zupełnie inne sprawy. Oczywiście to, że trenuję i biegam maratony często wymaga ode mnie konsekwencji, samozaparcia i… silnej głowy. A ta na pewno przydała się przez te wszystkie miesiące,w których trwał remont, w których biegałam od urzędu do urzędu i użerałam się z papierologią. Dzisiaj wydaje mi się, że maraton jest dla mnie łatwiejszy, niż prowadzenie kawiarni. Z drugiej strony to trening czyni mistrza – maratonów mam już kilkanaście na koncie, kawiarnię póki co tylko jedną. Więc kto wie co to będzie w przyszłości.

Jak na razie prowadzisz „tylko” Zoffee, ale wszystko przygotowujecie samodzielnie. Czego można u Was skosztować? Co polecacie? 

Tak, wszystko robimy sami. Zawsze można liczyć u nas na kawałek dobrego bloku czekoladowego, Pasteis de nata (pomysł na nie przywieźliśmy po  naszym weekendowym wypadzie do Lizbony). Codziennie są też pyszne drożdżówki z owocami i włoska focaccia – ta idealnie nada się na drugie śniadanie. Poza tym jest też zawsze ciasto dnia, często są to serniki, bo bardzo je lubimy i lubią je nasi klienci.

Co przyniesie dla fanów Zoffee rok 2019?

Mam marzenie, aby wprowadzić również małe śniadania, ale o tym będziemy informować na bieżąco. Poza tym najlepiej zajrzeć do Zoffee i zobaczyć, co dziś smacznego w ofercie. Dobra kawa i miła pogawędka znajdzie się zawsze. Zapraszamy!


Rozmawiał: Paweł Głogowski

Zdjęcia: Wojciech Owczarzak


INSTAGRAM
OBRAZY POZNANIA