Po-Dzielnia

Po-Dzielnia to tzw. freeshop – czyli sklep, w którym wszystko jest za darmo. Po-Dzielnia to jednak również centrum edukacyjno-kulturalne, które stawia sobie za cel wydłużenie życia przedmiotów, ograniczenie konsumpcjonizmu, promowanie upcyklingu i umiejętności naprawiania przedmiotów. O szczegółach projektu opowiedziała nam jedna z jego założycielek – Daria Mielcarzewicz. 

Dlaczego kupujemy rzeczy, które nie są nam potrzebne?

Daria Mielcarzewicz: Bo jesteśmy w pułapce konsumpcjonizmu. Bo wydaje nam się, że czegoś potrzebujemy albo nawet nie zadajemy sobie takiego pytania czy faktycznie potrzebujemy, tylko kupujemy bezmyślnie, „bo nas stać” (bo coś trzeba robić z pieniędzmi) albo dlatego, że jest promocja, albo dlatego, że chcemy poprawić sobie samopoczucie przez zrobienie sobie prezentu itd.

Jakie konsekwencje niesie za sobą takie podejście? Jak na bazie tych obserwacji postanowiliście zacząć działać, by zmieniać podejście ludzi do tego co kupują i ile kupują? 

Pierwszą konsekwencją konsumpcjonizmu jest właśnie ta pułapka, o której wspomniałam. Iskrą dla nas było zmęczenie rzeczami (rzeczozmęczenie) i świadomość ekologiczna, świadomość konsekwencji konsumpcjonizmu właśnie. Faktyczne działanie zaczęło się wraz z powstawaniem szaf Givebox, których w tej chwili jest już kilka w Poznaniu i okolicach. Działają na podobnej zasadzie jak Po-Dzielnia, łączy je ta sama idea. Jest nią przede wszystkim ograniczenie kupowania, propagowanie upcyklingu, promocja sharing economy, budowanie społeczeństwa obywatelskiego i świadomości ekologicznej, dopiero gdzieś potem pomoc społeczna.

Jakie były reakcje na postawione „giveboxy”? Sami zainicjowaliśmy postawienie w Poznaniu Miejskich Regałów Książkowych i ich odbiór oraz sposób użytkowania był bardzo zróżnicowany. 

Generalnie reakcje były bardzo pozytywne, bardzo prężnie zaczęły też działać grupy poszczególnych Giveboxów na FB. Stały się platformami wymiany. Na Wildzie, mimo że nie ma w tej chwili szafy, grupa facebookowa ciągle działa i gdy ktoś ma coś do oddania (albo czegoś szuka), to traktuje to miejsce jak tablicę informacyjną. To super, że idea wymiany działa.

Oczywiście, że walczymy też przy szafach z bałaganem (czasami nawet wandalizmem), ale coraz więcej osób jednak też pomaga dbać o szafy, czuje po prostu wspólną odpowiedzialność za dobro społeczne, którym taki Givebox jest.

Postawienie kilku „giveboxów” to jedno, ale własny lokal, to już inna bajka. Własne miejsce było dla Was zawsze marzeniem i celem, czy raczej pojawiło się w konsekwencji wcześniejszych działań? 

Nie snuliśmy planów o freeshopie, o lokalu. Robiliśmy swoje. Aż przy okazji, w biegu i na ostatnią chwilę, wypełniliśmy wniosek konkursowy. W konsekwencji tego otrzymaliśmy lokal od miasta na Głogowskiej 27. Potem dowiedzieliśmy się, że mieliśmy sporą konkurencję (ponad trzydzieści innych inicjatyw ubiegało się o ten lokal w ramach konkursu Pireusa). No i wtedy trzeba było się ogarnąć i zacząć organizować! 🙂 Weszliśmy we współpracę z Fundacją Pro Terra, która ma u nas swoje biuro.

Sam proces powstawania Po-dzielni był nietypowy, ponieważ zbieraliście pieniądze m.in. przez crowd-funding, pomagali Wam wolontariusze. Jak dużym wyzwaniem było przygotowanie lokalu? 

To było parę miesięcy ciężkiej pracy – najpierw „na sucho”,  bo dość późno dostaliśmy klucze do lokalu. Burze mózgów, praca projektowa, kontakt z Wydziałem Architektury Politechniki Poznańskiej, która pomogła nam i w projekcie i w samym remoncie. No a potem własnymi siłami: burzenie ścian, gipsowanie, malowanie, odratowanie przestrzeni okiennej i wymiana samego okna i wreszcie – budowanie mebli (wszystkie zbudowaliśmy sami i dzięki pomocy naszych wspaniałych wolontariuszy, którzy czasem brali się po prostu z ulicy!).

Po-Dzielnia funkcjonuje od października 2018, ale nie jest wyłącznie miejscem, gdzie można zostawić najróżniejsze przedmioty. Organizujecie też cały szereg warsztatów i wydarzeń. Co już za Wami, a co macie w planach? 

Za nami już przeróżne warsztaty zero waste dla dzieci, kawiarenka naprawcza sprzętu elektronicznego, warsztaty z robienia własnych kosmetyków, z plecenia na palcach, z robienia włóczki ze starych t-shirtów, upcyklingu ubrań, warsztaty kaletnicze, warsztaty stolarskie. A także spotkanie z czeską aktywistką i ekolożką Nikolą Hurychovą, pierwszy Dyskusyjny Klub Filmowy, pierwszy wernisaż wystawy fotograficznej „Zielony Fyrtel w obiektywie”. Mieliśmy też już swój debiut w ogólnopolskiej prasie – na łamach „Polityki” o Po-Dzielni wspomniała Ryszarda Socha w artykule „Świat szmat”. W pierwszych dwóch tygodniach działania okazało się, że odwiedza nas dziennie średnio około 100 osób. W tej chwili odwiedza nas dziennie średnio 300 osób. Planujemy również stronę internetową, która ruszy już niebawem.

W planach mamy oczywiście kolejne warsztaty (sporo osób pyta o stolarskie, więc na pewno takie nie raz zrobimy). Proszę śledzić naszego FB.

Jakie były najciekawsze rzeczy, które do Was dotychczas dotarły? 

Trudno powiedzieć. Skarby designu lat 60-tych? Np. kalendarz o wyglądzie budzika. Piękna ceramika, ciekawe stare książki, kwiaty, strój Batmana, sztuczne futro a la Alexis Colby z Dynastii? 🙂

A co ludzie zostawiają najczęściej? 

Damskie i dziecięce ubrania. Mamy przepełnienie. Namawiamy (mamy zresztą taki punkt w regulaminie), by przynosić pojedyncze rzeczy, nie całe siaty. I żeby każdy od nas z czymś wyszedł!

Czego nie przyjmujecie?

Tzw. wielkich gabarytów, mebli (nie mamy na to miejsca), jedzenia i w ogóle rzeczy w złym stanie.

Jak można zaangażować się w Wasz projekt? 

Można być naszym wolontariuszem/szką na dyżurach (trzeba w tym celu do nas napisać, wypełnić ankietę i przejść szkolenie, a potem podpisać umowę wolontariacką), można nas wesprzeć swoimi usługami, można zaproponować wykład/spotkanie/warsztaty, można nas wesprzeć finansowo (niedługo będziemy stowarzyszeniem i to będzie prostsze). Jesteśmy otwarci na różne propozycje, piszcie!


Rozmawiał: Paweł Głogowski

Zdjęcia: Wojciech Owczarzak


INSTAGRAM
OBRAZY POZNANIA