Park Sołacki

W każdym mieście są miejsca, których należy bezwarunkowo bronić. W Poznaniu jednym z nich jest Park Sołacki. Dostojny, historyczny, spokojny, dla niektórych najpiękniejszy miejski zieleniec w stolicy Wielkopolski. Zanurzony w willową dzielnicę przyciąga mieszkańców nie tylko wiosną i latem. Nasz diament, miejsce z duszą.

Park za marki

Sołacki powstał na początku XX wieku na bazie projektu ówczesnego niemieckiego dyrektora Ogrodów Miejskich Hermanna Kube. Został stworzony w stylu angielskim, a jego budowa trwała 3 lata i kosztowała 128 tysięcy marek. Czy to dużo? Nie wiem, ale znając niemiecką gospodarność wyobrażam sobie, że budżet trzymany był w ryzach.

Pewnie nowa przestrzeń otwarta byłaby prędzej, gdyby nie sroga zima przełomu lat 1908 i 1909, która opóźniła prace. Stawy Sołackie, będące centralnym punktem parku, zostały wybudowane dzięki odpowiedniej regulacji biegu Bogdanki, która przepływa przez całą długość przestrzeni parkowej. Dziś tworzą one niesamowicie klimatyczny pejzaż, choć ich czystość niestety pozostawia wiele do życzenia.

W czasie budowy Parku Sołackiego posadzono około 3 tysięcy drzew oraz 12 tysięcy krzewów. Podpowiem, że w nowowybudowanym Parku Rataje władze miasta posadziły około 800 drzew. Skala zadrzewienia była więc wówczas olbrzymia i dziś, 100 lat później, możemy być wdzięczni naszym niemieckim gościom, że zadbali o gęstą zieleń w tym miejscu.

Nie tylko zieleń 

Park Sołacki zapewne od pierwszych swych dni sam w sobie był silnym magnesem dla mieszkańców Poznania. A jednak rok po jego otwarciu pojawiła się tam restauracja dziś znana jako „Meridian’s”. Co ciekawe, budynek ten przeniesiono z Wystawy Wschodnioniemieckiej z 1911, na której pełnił funkcję winiarni-restauracji. Przez lata restauracja zmieniała nazwy. Niektórzy mogą pamiętać ją jako „Parkową”, inni „Sołacką”, lub po prostu jako „Sołacz”. W latach 90. i wczesnych 2000 lokal przyciągał tłumy. Niestety w ostatnim okresie nie ma on szczęścia. Budynek należy do Miasta i wymaga gruntownego remontu, co zapewne blokuje większe inwestycje o charakterze prywatnym. Szkoda, bo potencjał tego miejsca jest nadal ogromny.

Do Parku przyciągać miała jednak nie tylko zieleń i dobra restauracja. W 1913 na wodach Stawów Sołackich pojawiły się łódki spacerowe. I choć do końca lat 70. cieszyły się sporą popularnością, to od tego czasu wracają i znikają jak bumerang. Ostatnia próba ich przywrócenia miała miejsce przed Euro 2012, szybko jednak wycofano się z pomysłu. W 2016 temat przypomniał w swoim stylu Franciszek Sterczewski, organizując desant pontonowy, nikt jednak go nie podjął i do dziś powrót łódek spacerowych na stawach pozostaje marzeniem.

Spadochronem w Sołackim

Mimo bliskości parku względem obiektów wojskowych, w okresach wojennych park szczęśliwie nie uległ istotnym dewastacjom. Jednak w trakcie okupacji hitlerowskiej na teren Parku Sołackiego wstęp miała jedynie niemiecka ludność miasta Poznania. Hitlerowcy uznali też, że Solatsch Park brzmi za mało niemiecko, przemianowali więc go na Kuhndorfpark, czyli w tłumaczeniu na język polski Park Niestachowski.

Po II Wojnie Światowej do parku wróciło życie i to mimo nadania mu kolejnej obcej nazwy tym razem im. Józefa Stalina. Wróciły koncerty, festyny, na zamrożonych wodach stawów szalały łyżwiarki i łyżwiarze, a w tle przygrywała orkiestra. Nietypowym punktem w tej przestrzeni stała się również olbrzymia wieża spadochronowa, która stała w okolicach dzisiejszego placu zabaw.

Ciężko to sobie dziś wyobrazić, ale Park Sołacki przez 16 lat był domem dla prawie 60 metrowej konstrukcji wojskowej. Była to najwyższa tego typu wieża w Polsce. Jej otwarcie oglądało ponad 5 tysięcy osób, zachęconych możliwością oddania skoku za złotówkę. Pewnie dla dodatkowej zachęty po roku wybudowano na wieży windę, która znacząco przyspieszyła dostanie się na jej szczyt. Powszechne skakanie z sołackiej wieży zakończyło się po kilku latach, a na początku lat 60. okazało się, że jej stan jest niebezpiecznie zły.

W 1968 roku, w tajemnicy przed opinią publiczną, tak by nie wzbudzać protestów, postanowiono wysadzić wieżę w powietrze i pociąć ją na złom. Trzeba było aż dwóch podejść, by konstrukcja runęła i na zawsze zniknęła z sołackiego krajobrazu.

Jedyny taki

Park Sołacki znany jest z przepięknych widoków, jedynego w swoim rodzaju klimatu, romantycznych mostków, ale i niecodziennych obiektów. Co prawda, wieża spadochronowa od lat jest tylko mało znanym wspomnieniem, to przechodniów nadal obserwuje tzw. „zielona budka”, czyli jedna z najstarszych w Polsce drewnianych poczekalni tramwajowych z 1913 roku. Dziś spotkać można tam czasami panów z Poznańskiego Związku Wędkarskiego, koło 093 Sołacz-Winiary, siedzących przy stoliku i planujących zapewne kolejne połowy.

Nie wolno zapomnieć też o współczesnej rzeźbie autorstwa Sylwestra Ambroziaka. Choć dziś trudno sobie wyobrazić park bez „Dwóch kobiet”, to w 2008 budziły one sporo kontrowersji. Widocznie dwie nagie kobiety o nietypowych głowach jeszcze 10 lat temu były dla niektórych z nas czymś nie do przyjęcia.

Park Sołacki kryje między swoimi drzewami nie tylko fotografujących się małżonków, ale również ciekawe historie, często zapomniane. Spostrzegawcze oczy znajdą tam też schron przeciwlotniczy. To jednak klimat parku budowany przez ponad 100 lat jest najsilniejszym magnesem dla wszystkich miłośników spokoju w mieście. Oby tak pozostało na kolejne 100.


Tekst: Paweł Głogowski


INSTAGRAM
OBRAZY POZNANIA